Kolejny dzień zapowiadał się bardzo fajnie i chcąc wykorzystać piękne warunki "zimowe", namówiłem kamrata na bikespotting i śladami Kubolskiego (dzięki Kuba) pojechałem w stronę Czerniejewa. Uziel dołącza i razem udajemy się w okolice pałacu w Czerniejewie, a potem przez Rakowo do lasu czerniejewskiego. Jazda była nieco ostrożna z uwagi na oblodzone odcinki, których za bardzo widać nie było ale koła delikatnie buksowały ;-). Chwila postoju nad j. Babą i pojechalismy w stronę Wierzyc, gdzie rozstalismy się i każdy udał sie w swoją stronę.
Pierwsz "powazna" inwestycja w gravela, czyli pełne błotniki, dzięki którym będę czystszy, nie musiał tak często myć. O ile śnieg nie jest problemem (no powiedzmy), o tyle jazda przez błotne odcinki to gwarancja wizyty na myjce samochodowej lub pod domem (takiej ręcznej). Póki co, ciesze się warunkami - lekko pozytywnie zaskoczony - i z niepewnością ruszyłem na objazd po okolicznych drogach. Daleko nie odjechałem z uwagi na dosć późną porę i spadającą temperaturę pod koniec dnia.
Dzień dobry w roku 2025 :-) Z lekkim kacem, ale za to mega wielkim apetytem wsiadłem na rumaka i ... szybko zderzyłem się z wmordwind'ową rzeczywistością 😄 Na szczęście, jakoś dało się pokręcić z muzyką klubową na pokładzie. Ciekaw jestem, jaki będzie ten rok, ale nie chcę zakładać górnolotnych celów poza jednym: jeździć i czerpać radość z tego.
Tak się złożyło, ze nie udało się nadgonić zaległości z tego roku, ale ... nie zapomniałem o Was, o Bikestats. :) dlatego w najbliższym czasie uzupełnie wszystkie wpisy - szczególnie te, które zapadły w mej pamięci. Tymczasem ten rok kończę w dobrym stylu, bo ponad 10 000km, nowym rowerem i dobrym zdrowiem na finiszu.
Więcej rowerowego podsumowania znajdziecie na moim blogu. Tym samym Do Siego roku i do przeczytania / do zobaczenia w przyszłym roku ;-)
Korzystając z pięknej pogody, tak rzadko spotykanej w grudniu, postanowiłem wyrwać się gdzieś na rower. Początkowo myślałem o podpięciu się pod inicjatywę lokalsa, czyli wypad do Skoja, ale przypomniałem sobie, ze 1. obowiazki domowe do zrobienia 2. nie wiem, co z przeziębeniem 3. nie wyrobię się, wiec ... wyjśćie na rower znacznie opóźniłem. Niemniej, jak juz wyjechałem, to obrałem kierunek Wrześnię, gdzie odwiedziłem Uziela, który zniechęcony piękną pogodą, odpoczywam w domowym zaciszu.
Po dłuższej chwili ruszyłem w stronę domu. jakoś tak zleciało.
Pierwszy dzień świąt zaczął się przepięknie. Bo jak tylko się obudziłem to i zajrzałem zza okno, to tylko jedna rzecz się liczyła: ROWER. Oczywiście nie mogłem pominąć świątecznego śniadania z Młodzieżą, by potem zrobić sobie kawę do termosu i lecieć przez siebie. Tylko gdzie? tutaj była totalna jazda spontaniczna przez siebie, w rejon Iwna i Pobiedzisk. Jak pięknie było tego dnia, wróciłem do domu naładowany endorfinami i gotów na ... kolejne serniczki, pierożki ;-)
Tytułowa Dobra Faza to Didżejka, która wystąpiła u Matysa na mainstage. Miałem okazję odsłuchać seta w czasie ww. wspomnianej przejażdżki. I przy okazji przetestować nowe oświetlenie, które "dostałem" za darmo (dostałem zwrot w formie vouchera od allegro). ładnie świeci :)
Pojechałem do Rzymu, aby obejrzeć pozostałości... po spichlerzu w Dziadkowie i przyjrzałem sie z bliska jeziorze Zioło. Jak widać na zdjęciu głownym trochę wiało, ale nie przeszkadzało to w eksploracji tamtejszego lasu, który odrasta po armagedonie z 2017 roku. Cieszy mnie to, natura odradza się a nikt nie wpadł na pomysł, żeby w tych okolicach wybudować nowe metropolis..
Od ponad dekady pochłania mnie cykloza, która działa przez cały rok. Jeżdżę dla przyjemności,
dla odpoczynku, dla zdrowia psychicznego. Ten blog to dowód na to, jak bardzo mnie rower zmienił, bez
którego nie potrafię. Ponadto: Fulstack (Frontend) Developer /
Blogger