Dzisiejszy poranek nie był tak piękny, jak wczoraj, w dodatku mięśnie wołały o odpoczynek po wczorajszej jezdzie, więc nie miałem ochoty na jakiś wyszukany trip. I dobrze, bo niby pogoda stabilna (brak wmordewindu), to po krótkiej jezdzie we mgle, rower był cały oszroniony. Niemniej, dzisiejsza jazda była w dobrym towarzystwie: Maćka, Anny i Witka, a celem był Skorzęcin. Nie, nikt tam się nie opalał.
Sama trasa fajna, były odcinki, którymi jeszcze nie jechałem... i pewnie długo jezdzić nie będę, bo takie błoto sie zrobiło, ze znów szkoda było mi roweru ;). Tak czy siak, endorfiny naładowane, a rower do umycia / skrobania :)
Nie wierzę, że od rana tak pięknie zza oknem jest, że grzechem byłoby nie skorzystać z takiej oferty. Radość trwała krótko, bo jak tylko wyszedłem, to chmury pojawiły się i .. trzeba było walczyć z chłodem. Parę kilometrów dalej znów słoneczko wyszło i nie opuściło mnie aż do zachodu. Krótko po zachodzie zrobiło się mglisto i jeszcze bardziej nieprzyjemniej. A trasa dzisejsza to nic specjalnego, po prostu jazda dla przyjemności i... dla słuchania tegoż podcastu nt. co się stało z uwagą.
Po ponad tygodniowej przerwie od roweru, dobrze jest znów pokręcić. Dziś tryb mocno commuter z misją odebrania kilku paczek, znajdujących się po 2. stronie miasta. Nie miałem zbytnio dużo czasu na wiecej kilometrów, gdyż trzeba było odebrać młodzież z przedszkola. A przy okazji, przetestowałem nowe spodenki, polecane przez Damiano. Są na tyle wygodne, ze planuję kupić conajmniej 2x i utylizować te stare, które sie zużyły.
Ostatnie 2 dni mineły pod znakiem zimy a dzis... wiosna! Na szczęście nie padało, więc mając wolny dzien od pracy, "uciekłem" na rower. Trasa typowo szosowa, z podcastowymi akcentami. Za Pobiediskami dogadaniam jegomościa na niebieskim Marinie i wspólnie kręcimy w stronę Imiołek. Tempo było solidne, ale nie przeszkadzało to w rozmowie z Panen. Z tego co sie dowiedziałem, nie ma stravy (choc na kokpicie był Garmin) ale to w zupełności nie przeszkadza. Kudos mu na droge, gdyż jechał w stronę Kłecka a ja skręciłem na Gniezno. To Tyle z rowerowego weekendu :)
Kolejny dzień zapowiadał się bardzo fajnie i chcąc wykorzystać piękne warunki "zimowe", namówiłem kamrata na bikespotting i śladami Kubolskiego (dzięki Kuba) pojechałem w stronę Czerniejewa. Uziel dołącza i razem udajemy się w okolice pałacu w Czerniejewie, a potem przez Rakowo do lasu czerniejewskiego. Jazda była nieco ostrożna z uwagi na oblodzone odcinki, których za bardzo widać nie było ale koła delikatnie buksowały ;-). Chwila postoju nad j. Babą i pojechalismy w stronę Wierzyc, gdzie rozstalismy się i każdy udał sie w swoją stronę.
Pierwsz "powazna" inwestycja w gravela, czyli pełne błotniki, dzięki którym będę czystszy, nie musiał tak często myć. O ile śnieg nie jest problemem (no powiedzmy), o tyle jazda przez błotne odcinki to gwarancja wizyty na myjce samochodowej lub pod domem (takiej ręcznej). Póki co, ciesze się warunkami - lekko pozytywnie zaskoczony - i z niepewnością ruszyłem na objazd po okolicznych drogach. Daleko nie odjechałem z uwagi na dosć późną porę i spadającą temperaturę pod koniec dnia.
Dzień dobry w roku 2025 :-) Z lekkim kacem, ale za to mega wielkim apetytem wsiadłem na rumaka i ... szybko zderzyłem się z wmordwind'ową rzeczywistością 😄 Na szczęście, jakoś dało się pokręcić z muzyką klubową na pokładzie. Ciekaw jestem, jaki będzie ten rok, ale nie chcę zakładać górnolotnych celów poza jednym: jeździć i czerpać radość z tego.
Tak się złożyło, ze nie udało się nadgonić zaległości z tego roku, ale ... nie zapomniałem o Was, o Bikestats. :) dlatego w najbliższym czasie uzupełnie wszystkie wpisy - szczególnie te, które zapadły w mej pamięci. Tymczasem ten rok kończę w dobrym stylu, bo ponad 10 000km, nowym rowerem i dobrym zdrowiem na finiszu.
Więcej rowerowego podsumowania znajdziecie na moim blogu. Tym samym Do Siego roku i do przeczytania / do zobaczenia w przyszłym roku ;-)
Korzystając z pięknej pogody, tak rzadko spotykanej w grudniu, postanowiłem wyrwać się gdzieś na rower. Początkowo myślałem o podpięciu się pod inicjatywę lokalsa, czyli wypad do Skoja, ale przypomniałem sobie, ze 1. obowiazki domowe do zrobienia 2. nie wiem, co z przeziębeniem 3. nie wyrobię się, wiec ... wyjśćie na rower znacznie opóźniłem. Niemniej, jak juz wyjechałem, to obrałem kierunek Wrześnię, gdzie odwiedziłem Uziela, który zniechęcony piękną pogodą, odpoczywam w domowym zaciszu.
Po dłuższej chwili ruszyłem w stronę domu. jakoś tak zleciało.
Od ponad dekady pochłania mnie cykloza, która działa przez cały rok. Jeżdżę dla przyjemności,
dla odpoczynku, dla zdrowia psychicznego. Ten blog to dowód na to, jak bardzo mnie rower zmienił, bez
którego nie potrafię. Ponadto: Fulstack (Frontend) Developer /
Blogger