7/2014 NIedzielne błądzenie po okolicy: Miłosław Środa Wlkp Czerniejewo

Niedziela, 9 lutego 2014 · Komentarze(3)
Kategoria > 50
Uczestnicy
Niedziela rozpoczęła się dość leniwie i późno, ponieważ w nocy się zasiedziałem. Nie mogłem sobie pozwolić na zmarnowanie tak pięknego dnia, więc krótki ping do Uziela i umowiliśmy się na wspólną trasę do samego Miłosławia - tym razem jego nowym nabytkiem. 
Zgodnie z umowa, spotkaliśmy się na szosie miłosławskiej, krótka rozmowa i trzeba było ruszyć. Niestety sprintowo nie dałem rady, ponieważ był konkretny wmordewind, a moje mięśnie jeszcze spały. Pierwszy postój był pod Dino, gdzie wszamaliśmy po bananie i trochę łyku napoju było.

Uziel ruszył w stronę Wrześni, a ja udałem się na samotna walkę z wiatrem w stronę Środy. Nie było źle ale stan dróg był poniżej jakiejkolwiek normy - dziura, dziurą poganiała. W Środzie zajrzałem nad zalew, a potem do mieszkania siostry żeby upewnić się czy wszystko tam gra - u niej zrobiłem też przerwę na herbatkę i wafelki zakupione w dino.

Domek na stawku w Winnej GórzeGruby KotŚredzka wieża ciśnieńJakiś rowerowy gang?średzkie jezioro
Po przerwie miałem dylemat dokąd się udać. Nagrzałem się na Kórnik ale było troszkę późno i koniec końców udałem się w stronę Kostrzyna Wlkp, a następnie do Siedlec przez okolicę Sokolnik Klonowskich. Potem szybki spontan w kierunku Nekielki, gdzie czekała mnie ciężka przeprawa.

Tajemnicza faunaOj tam ojtam - tak tam przeprawaPrzelot nad DK92 W SIedlcuTym razem zachódKościól Św.MikolajaGdzieś pomiędzy Siedlcem a NekielkaA to dopiero poczatkiidealnie zmrożona dróżka w lesie
W ten sposób upierdoliłem znów rower i znów trzeba będzie poświęcić odrobinę czasu na serwis. W sumie dobrze, bo w końcu oddaję kółka do centrowania i konserwacji piast. Powrót nastapił przez Graby i Czerniejewo, a w domu bylem tuż przed 19.

6/2014 | Sobotni Skorzęcin

Sobota, 8 lutego 2014 · Komentarze(1)
Kategoria > 50
Uczestnicy
Ostatnio pogoda pozytywnie zaskakuje. Jeszcze niedawno przeżywaliśmy ponad 10 stopniowe mrozy, a teraz mamy prawie 10*C w slońcu. Dlatego nie mogłem odmówić sobie przyjemności serwisowania roweru i wypadu do Skoja z Uzielem, który po mnie podjechał.
joL to tylko ja
Za Wrześnią, na wysokości Gorzykowa Uziel dostrzega jakiegoś pieska - jak się potem okazało, był to owczarek niemiecki, który raz że wyglądał na zaniedbanego, to jeszcze zagubionego. Odjeżdżamy kawałek dalej ale z ręką na sercu obserwujemy całe zdarzenie z udziałem dwóch aut - skończyło się na klaksonach i tym, że psiak ustępuje im. Chwilę później mieliśmy spotkanie 3.stopnia z białym misiem, który kiedyś zaatakował nas - cale szczęście, że była zamknięta furtka. W Witkowie szalałem na podjazdach i na chwilę rozdzieliśmy się - Uziel jechał prosto za kosciołem, a ja w stronę Powidza - i spotkaliśmy się ponownie na drodze do Skoja. Dojeżdżając do Skoja, chciałem zobaczyć jeden domek i na chwile odłączyłem się od Uziela.
Mam ogon!
Najciekawsze przed nami. ;) Dojazd do OW był częściowo w śniegu, a że to jest już las, to droga najzwyczajniej nie wyschła. W międzyczasie samochody nas wyprzedzają - spory ruch jak na sobotnie popołudnie w lutym. Jakoś dojechaliśmy na molo i ... mieliśmy ciekawe zjawiska, choćby fani łyżwiarstwa czy wędkarze na środku jeziora. Pomimo kilkudniowych temperatur powyżej 0, lód trzyma się bardzo dobrze - przetestowałem osobiście.
No, nareczcie jakiś konkretW koncu dojechal, ile mozna czeka?!Kross FamilyJebnie?!yzwiarzy to bylo sporoCo tak Pan stoi?!Moda na rower czyli /me na wybieguPanorama molaZachód sloncaj/w
Porobiłem kilka zdjęć i wróciliśmy na ląd, konsumując kawę i herbatę naprzemiennie. Poczuliśmy chłód, zatem trzeba było przewlec w cieplejsze warstwy oraz zrobić rozruch. Po drodze wstąpiliśmy po snickersy i udaliśmy się w stronę Wrześni, gdzie jeszcze zaliczyłem wpłatomat.

5/2014 Solankowy trening nad Wartę

Niedziela, 2 lutego 2014 · Komentarze(3)
Kategoria > 0
Oj jak dawno nie jezdziłem rowerem, ze zapomniałem jak wygląda mój krosnajer. Mając zły humor od samego rana, postanowiłem wyskoczyć gdzieś, najlepiej przez okoliczne wsie nadwarciańskie. Mimo braku słońca, dzień był znacznie cieplejszy niż wczoraj,a to za sprawą mniejszego, niemal niewyczuwalnego wiatru. Ubrałem się solidnie i wziałem termosik z herbatą, by móc wypić 2 kolejki pod szlabanem w Czeszewie. 

Rozlana Wrzesnica/Bardzianka w okolicach Murzynowa KoscielnegoCzeszewoNadwacianski rewir zimaCala Warta
Większość dróg była przejezdna a nawet sucha ale były takie odcinki oblodzone z śnieżną breją i po nich nie za fajnie się jechało. W ogóle rower troche kiepsko wyglądał przez tą dzisiejszą jazdę - no cóż, trzeba go wziąć na warsztat i poświęci cały nowy miesiąc na serwis i montaż nowych elementów. Sam jestem ciekaw jak wyjdzie ostatecznie ;-)


Palac w Mikuszewie a w nim Międzynarodowy Dom Spotkań Modzieży
Tymczasem miłego kręcenia w lutym

4/2014 W Powidzu

Poniedziałek, 6 stycznia 2014 · Komentarze(3)
Kategoria > 50

Wprawdzie miałem jechać od samego rana ale tak jakoś wyszło, że wstałem ciut później i plan całodniowej wycieczki legł w gruzach. Niemniej postanowiłem wyskoczyć do Powidza - szybkie zakupy, śniadanko i ... czyszczenie roweru po poprzedniej wyciecze, bo był... w kiepskim stanie. Warunki atmosferyczne, jak na styczeń, bardzo ciepłe i niespotykane dotąd. Boję się, ze Zima może przeciągnać do późnej wiosny :/

Niby mieszaniec ale dusza husky/alamuta.
Jechało mi się dobrze, utrzymywałem stałą prędkość ale niestety im bliżej Powidza, tym wyczuwałem coraz większy kryzys - czułem zmęczenie w mięśniach, brak formy robi swoje. Na miejscu dłuższa chwila odpoczynku na wszamanko i sesję zdjęciową a potem w drogę powrotną ale tym razem przez Ruchocinek, Mielżyn i Gutowo Wielkie. 
Tradycyjna sesja z Krosnajerem w tle ;)Panorama z PowidzaZachód słońca w RuchocinkuJeszcze inny zachód, tym razem w okolicach SzemborowaW drodze do domuKoleje Wielkopolskie w akcji
Będąc we Wrześni, postanowiłem troszkę pofocić - wszak postświąteczny klimacik trzeba uwiecznić.
Ratusz we WrześniSzopka przy skwerze Dzieci Wrzesinskich

3/2014 Po okolicy: Połażejewo Giecz Opatówko i Września

Niedziela, 5 stycznia 2014 · Komentarze(6)
Kategoria > 0
Poranek zapowiadał się dość słonecznie, więc już wiedziałem, że spędzę niedzielę częściowo na rowerze ale czułem zmęczenie z wczorajszego napierdzielania. Zanim zdecydowałem wyjechać, musiałem, jedną rzecz w domu zrobić a obiadek przełożyć na później - szkoda czasu ;]. Zastanawiałem się, którędy podreptać rowerem. Napisałęm do Kkkrajek ale niestety dziś jest zajęty, więc plan zdobycia Środy Wlkp legnął gruzach. Co nie oznacza żeby nie jechać w tym kierunku? ; Ciuchy po wczorajszym treningu nie doschły do końca, więc trzeba było skorzystać z awaryjnego zestawu. 

No jak już wywlokłem z tego domu, to było słuchać szum opon i muzykę w uszach dostarczaną przez spotify. Tak tak, wciąż noworoczna playlista ;-). Pierwszym przystankiem była droga, prowadząca do pobliskiego pałacyku Kosińskich w Połażejewie. Wcześniej była zarośnięta ale nowy właściciel zajął się nią (tak się mi wydaje), co zdecydowanie ułatwiło dojazd do głównej drogi Soda - Września. 
Photosphere w Andku. Sesja ;-)Mój krosnajer w skapany w popoludniowym sloncu
Stanąłem w końcu przy ogrodzeniu / bramie do pałacu i podziwiałem znów to, co zaszło na przestrzeni kilku lat, kiedy to z rudery zmienił się w piękny obiekt, z głownym przeznaczeniem na bankiety, nocleg, itp. Sam pałacyk prawdopodobniej powstał przed 1864 rokiem (wtedy poraz pierwszy pojawił sie na pruskich mapach)  na zlecenie Kosińskich (de facto ten sam ród, powiązany z właścicielami Targowej Górki, której właścicielem był generał Antoni Amilkar Kosiński, współtwórca Legionów Polskich we Włoszech). W międzyczasie zauważyłem popierdalającego wojewódzką na białej szosie - jak sie potem okazało, to był  Seba

Brama przed palacykiem KosińskichPalacyk z dziedzińcemDla porównania - przed wykupem i remontem generalnymupierdolony rowerek ;-)
Następnie na szagę dojechałem do Giecza (właściwie to do Grodziczka ;-), siedziby pierwszych Piastów która znajdowała się  na przecięciu najważniejszych szlaków ze Wschodu na Zachód czy też z morza Śródziemnego do Bałtyku. Ale znalazłem  bardzo ciekawą dyskusję na temat rzekomej pierwszej stolicy nie w Gnieźnie a w Gieczu: :

"Gazeta Wyborcza": Najstarszym piastowskim grodem był Giecz, a nie Gniezno. A głównym budowniczym państwa Polan był nie Mieszko I, ale jego ojciec Siemomysł - dowodzą najnowsze badania poznańskich archeologów. Badania dendrochronologiczne nie pozostawiają wątpliwości: gród w Gieczu zbudowano w latach 60. IX wieku - gród w Gnieźnie (dzieciom w polskich szkołach znany m.in. z legendy o Lechu, Czechu i Rusie) postawiono dopiero około 940 roku. Historycy podkreślają jednocześnie, że już przed 940 r. Gniezno mogło odgrywać inną rolę - miejsca pogańskiego kultu. W latach 30. X w., gdy państwo rządzone było przez Siemomysła, ojca Mieszka I (choć stuprocentowej pewności co do tego ojcostwa historycy nie mają), pod topór poszły ogromne połacie lasów w centralnej Wielkopolsce. Z dębowych bali zbudowano wtedy najważniejsze grody formującego się państwa: Gniezno, Bnin i - być może - Poznań. Wiemy też teraz, że to Siemomysł, a nie Mieszko jako pierwszy rozpoczął ekspansję terytorialną. Archeolodzy mają dowody na spalenie i zniszczenie przez Piastów całej sieci grodów plemiennych położonych między Obrą i Baryczą. Po dojściu do władzy Mieszko I przebudował grody założone przez ojca - m.in. ten na Ostrowie Lednickim. W latach 70. X wieku Mieszko przyłączył pas ziemi nadnoteckiej - wały grodu w Santoku datowane są właśnie na 970 r. W tej i kolejnej dekadzie mamy do czynienia z akcją scalania ziem państwa i budowania nowych grodów na terenie całej Wielkopolski. Jak skomentujecie te najnowsze badania archeologiczne?
- Jarpen Zirgin

Na mostku w drodze do Grodziszczka a w tle rzeczna fosa grodziskaPamitkowa tablicaStare i nowe muzeumSanktuarium Matki Bożej Pocieszenia
Jadąc w stronę Nekli, przypomniałem sobie o mauzoleum pw. św. Andrzeja Boboli, na który naprowadził mnie Uziel. I tuż obok Mauzoleum znajduje się duży kamień z tablicą o pochówku powstańca wielkopolskiego Andrzeja Wize oraz jego ojca, posła na Polski Sejm Dzielnicowy w 1918 roku.  Samo mauzoleum było poświęcone Andrzejowi, splądrowane przez radzieckie wojska ale jednak przetrwało do dnia dzisiejszego. Co ciekawe, przypomina to rogalińskie mauzoleum rodu Raczyńskich. 

Mauzoleum w Dzerznicy czy w Rogalinie?Pomnik syna-powstańca i ojca-poslaNo to Hop hop!
Będąc na miejscu spotkałem rodzinę, spacerującą po parku i po rozmowie z nią dowiedziałem się kilku fajnych rzeczy choćby o istnieniu dworu w stylu szwajcarskim w tej samej wsi ale neistety musiałem szybko zmyć, z uwagi na upływający czas. Neklę ominąłem, wolałem udać się w stronę Podstolic a dalej przez Opatówki do mojej Wrześni. Pokręciłem po niej i wróciłem do domu. 

 kościół św. Katarzyny Aleksandryjskiej  w Opatówku
Początkowo było ciężko rozkręcić, postanowiłem sobie, ze nie ma co dziś trenować i że lepiej sobie przypomnieć okoliczne zadupia ;-). I tak włąśnie było dziś! :)

2/2014 Prostakącik

Sobota, 4 stycznia 2014 · Komentarze(5)
Kategoria > 0

Mając wolne popołudnie, postanowiłęm wyskoczyć na mały prostokącik (mocno zbliżony do Uzielowego Trójkąta) w ramach treningu, gdyż brakowało mi tego coś. Miałem ograniczony czas, ponieważ wieczorkiem planowałem wyjazd do decathlonu po pierwsze w życiu buty do biegania. Zawsze się przydadzą ;). 

W każdym razie szybko się ubrałem, uzupełniłem bidon i sprawdzałem oświetlenei rowerowe i sam rower ofkors. Cale szczęśćie, ze za ciepło to się nie ubrałem i mogłem sobie pozwolić na nieco szybsze sprinty. Sama trasa nie była rewelacyjna, dlatego całość dopełniła playlista noworocznego wydania (dzięki @k4r3l za linka!):

W międzyczasie pozwoliłem sobie na małe sesje zdjęciowe.
Był jeszcze czystym rowerem ;-)
Jazda bez trzymanki

Nekielskie stawy rybne

1/2014 | Noworoczny Skorzęcin - rozpoczęcie sezonu AD 2014

Środa, 1 stycznia 2014 · Komentarze(1)
Kategoria > 50
Uczestnicy

Stało się! W dniu dzisiejszym rozpocząłem kolejny z rzędu sezon rowerowy i to w doborowym towarzystwie - Uziela - ale w sumie miałem to zrobić nieco później. A to dlatego, ze ostro sobie pobalowałem w sylwestra i obawiałem się nie tyle kaca co promili, bo alkoholu to trochę było. 


Odpaliłem sobie Spotify:

W każdym razie, podjąłem męską decyzję i po 17.30 pojawiłe się we Wrześni z gorącą herbatką w plecaku, by razem z Uzielem po raz pierwszy w tym roku udać się do - żadna nowość ;-) - Skorzęcina. PO krótkiej rozmowie udaliśmy się w stronę celu, zwracając uwagę na przymrozki i wybuchające fajerwerki. Tempo było mniej więcej równe, oczywiście ja wyrywałem się do przodu ale w Gorzykowie przyhamowaliśmy ze względu na wysokie ryzyko spotkania 3.stopnia z psami z pobliskiego gospodarstwa ale - całe szczęście, ze imprezowały dalej psiaki. 

Do samego Skoja było spokojnie choć mocno wilgotno zarówno w powietrzu jak i na drogach, co się odczuło w drodze powrotnej.  Gdy osiągnęliśmy cel, podjechalismy na molo, stwierdząc ze chyba nikogo nie było wczoraj. Zawartość śmietnika (pozostałości po flarach) zweryfikowała nasze przypuszczenia. 

Dobrze schłodzone Tyskie na dnie jeziora
W centrum postanowliśmy urządzić tymczasowe cafe z kawą Arabica i herbatą Roiboos jako menu główne. Po paru minutach musieliśmy się zwinąć, bo mięśnie zdążyły ostygnąć i trzeba było je na nowo rozgrzać. Powrót, mimo lekkiego wiatru, był spokojny - pewnie dzięki dawce Olimpa. Trzeba było troszkę uważać, bo drogi były białe. I tak o to po 21 zawitaliśmy we Wrześni ;-)


Mam sporo planów rowerowych na nowy sezon, który się właśnie zaczął, przede wszystkim liczę na:
  • podbój morza w jeden dzień?
  • zwiedzanie Kaszub podczas długich weekendów?
  • 2 tygodnie urlopu na rowerze (być może morze i np. Bieszczady?)?
  • dokończenie zwiedzania morza od Helu do Krynicy Morskiej/Piasków?
  • zwiedzanie całej Wlkp?
  • przekroczenie 10 000km, zmieścić sie w przedziale 10 - 12k km? 
  • jakiś zlot wielkoposkich BS? ;-)
Poza tym, aby nie było bałaganu (serwisów jest od groma), postanowiłem że:
  • Wszelkie stats dotyczących wyjazdów (w końću mam własnego garniaka) będę zapisywał w Endomondo i/lub Strava
  • Najciekawsze trasy będę umieszczał na trail.pl i/lub navime.pl 
  • Zdjęcia uploadował w ramach konta na G+ (dawne picasaweb)
  • Jedynym blogiem rowerowym będzie właśnie ten blog ;-)
Wszystkiego dobrego w nowym roku!

115/2013 | Ostatni Trójkąt + Podsumowanie sezonu

Niedziela, 29 grudnia 2013 · Komentarze(4)
Kategoria > 50
Uczestnicy

Czas podsumować kolejny długi sezon rowerowy AD 2013, obfitujący w mnóstwo ciekawy wycieczek zarówno po Wlkp jak i poza nią, samotnie i zespołowo. Aż trudno uwierzyć, że zleciał rok.

Statystyki

Na początek garść statystyk (tutaj posluze się Sebkowym zestaweniem ;-)
Sumaryczna ilość km ~9049 km
Czas jazdy 388:44 (hh:mm)
Średnia prędkość 23.28km/h
Ilość dni na rowerze ~17 dni
Ilość wyjazdów 115x
Najduższa wycieczka w sezonie 230km 62/2013 | Z wizytą w Obrzycku - kolejna życiówka
Ilość wyjazdów powyżej 150 km 8x
Ilość wyjazdów 100-150 km 30x
Ilość wyjazdów poniżej 100 km 75x
Ilośc wypadków 2

Cele

Sezon 2013 byl dla mnie niezwykle udanym, pelen pozytywnych wibracji, udanych wyjazdów zarówno samotnie jak i w zespole oraz udaly sie inwestycje, zarówno w akcesorium jak i sam sprzęt. Oczywiście, pulap 10 000km byl jak najbardziej realny, z takim zalożeniem wchodzilem w rok 2013 ale jak to w życiu bywa, niewiele mi zabraklo. Za to jeszcze wyżej podnioslem poprzeczkę, udalo podbić życiówkę i spelnic kilka moich celów.
  • Przede wszystkim podnioslem dzienny dystans do 230km w towarzystwie Anks, przyszlo z trudem, ponieważ okupilem to z bólem prawego kolana (przeciazenie) i z tego powodu musialem zrobić sobie przymusowy tydzień wolnego od kręcenia.
  • Wykorzystalem to na przygotowaniu do rowerowych wakacji nad Baltykiem, do którego doszlo na przelomie lipca i sierpnia. Kosztowalo nie tyle wysilku fizycznego co psychicznego, poniewaz poczatek wyjazdu nie nalezal do przyjemnych ale z pomoca kilku osob przemoglem i kilka dni pozniej z bananem na twarzy wrocilem caly i zdrowy do domu.
  • W chwili obecnej jestem posiadaczem 29er'a B4 Level od Krossa i nie wyobrażam sobie powrotu do Kellysa (trekking), którego najprawdopoobniej wystawię na Allegro/Tablica i przeznaczę na dalsze wyposażenie, chocby bagażniki i nowe sakwy.
  • Wyjazd w dużej ekipie BS - Kruszwica i mosty kolejowe na pólnocy

Naciekawsze wycieczki

Ciężko jest wyróżnić najciekawsze wycieczki, bo każda miala dla mnie wartość dodana - podaje je w kolejnosci chronologicznej

Plany na przyszly sezon? Wiecej km! :)
To miała być rowerowa niedziela a skończyło się jak zawsze czyli popsuta pogoda i koncepcja się popsuła. Dopiero wieczorem, tuż po 20.30 razem z Uzielem udaliśmy się na Trójkąt: Września - Czerniejewo - Nekla. O ile do samego Czerniejewa jechało się świetnie, o tyle do Nekli już nieco trudniej było. W samym Czerniejewie Uziel zwrócił uwagę na przebudowę krzyżówki i kurcze ciężko było zrozumieć logikę; ani chodnik nie jest dostosowany do wózków dziecięcych i niepełnosprawnych oraz brak odpowiednich znaków z kierunkami jazdy od strony Wrześni. Do samej Nekli, choć pod wiatr, to jechało się dobrze bez napinki i to zupełnie na luzie - ruch samochodów był sporadyczny, więc mogliśmy poruszać się po całej szerokości jezdni. W drodze powrotnej Uziel zatrzymał się przy pieskach przy komisie autobosów i zaczął głaskać. Cholerny psiarz z niego ale rzeczywiście piesek miał spokojne nastawienie - z rozmowy ze stróżem dowiedzieliśmy, ze pieski są ze schroniska. Rozstaliśmy się przy krzyżówce na Lipówce i sam udałem się w stronę domu, strzelając po drodze słitfocięe:

114/2013 | Uczcić 95.rocznicę wybuchu Powstania Wielkopolskiego

Piątek, 27 grudnia 2013 · Komentarze(1)
Kategoria > 50

Dzisiejszy dzień byl wyjatkowy, mial ogromne znaczenie historyczne, polityczne i spoleczne dla Wielkopolski, ktora pomimo odzyskania niepodleglosci Polski w 1918 roku, dalej pozostawala w pruskich rękach. Trochę wkurzony na mainstreamowe media (glownie warszawskie) postanowilem ten dzien uczcić rowerowo, zwiedzajac pobliskie pomniki poświęcone pamięci Powstańców - mieszkanców mojej okolicy - którzy zginęli w walce.

Zaczalem od prześledzenia wydarzeń z tego okresu, aczkolwiek mialem świadomość że region wrzesiński odegral znaczaca rolę. W końcu wchodzila w sklad II Okręgu Wojskowego, w której oprócz niej znalazly się: Środa, Witkowo, Gniezno a głównym dowódcą był ppłk. Kazimierz Grudzielski. Za pomocą strony 27 grudnia i aplikacji na Androida wyznaczyłem 4-5 punktów na mapie, które chciałem zaliczyć w krótkim przedziale czasowym - niby to moja okolica ale odległości między punktami były dość zróżnicowane.

Murzynowo Kościelne

Nieopodal drewnianego kościoła parafialnego znajduje się pomnik ku czci mieszkańców Murzynowa i okolic, uczestników Powstania Wielkopolskiego. Został wzniecony w 1928 roku, zniszczony przez Hitlerowców w 1941 roku, by być ostatecznie odrestaurowany w 1986 roku. Na miejscu zauważyłem znicze z logo Wiary Lecha, który od lat skutecznie wspierają i organizują wiele patriotycznych akcji.

Miłosław

Na cmentarzu parafialnym znajdują 2 ważne pomniki. Jeden z nich to zbiorowa mogiła sześciu powstańców, poległych w walkach pod Inowrocławiem i Szubinem w 1919 roku oraz zmarłych w wyniku odniesionych ran. Ich nazwiska znajdują się na czarnej tablicy. Obok nich jest grobowiec, w którym został pochowany Władysław Wiewiórowski, leśniczy z Miłosławia w dobrach Kościelskich. Był on pierwszym dowódcą wrzesińskiego batalionu powstańczego, który już 28 grudnia rozbroił niemal bez ofiar pruski batalion, stacjonujący w wrzesińskich koszarach. Następnie wsparł działania w Witkowie, w Gnieźnie czy pod Zdziechowa. Ciężko ranny w bitwie trafił do pruskiej niewoli i w wyniku gangreny zmarł w szpitalu w Bydgoszczy.

Gozdowo

Następnym punktem na mapie było Gozdowo. Była to okazja do przypomnienia sobie okolic, w których b.dawno nie byłem i całe szczęście ze wiatr był bardziej przyjaźniejszy. Mając na uwadze poprzedni wyjazd do lasu, wybrałem asfaltowe dróżki bez żadnych leśnych duktów. Do Gozdowa trafiłem jadąc przez Franulkę, Rudki, Chrostowo, Gorzyce, Kołaczkowo i Zieliniec.

Po drodze trafiłem na zabytkową kuźnię w Żydowie, gdzie został zrealizowany odcinek programu "Maja w ogrodzie" - możecie oczywiście obejrzeć.

W Gozdowie znajduje się grobowiec rodziny Grudzielskich a przy nim kamień upamiętniający postać generała Kazimierza Grudzielskiego, który objął komendaturę nad wrzesińską Strażą Ludową a potem, decyzją komisariatu NRL, dowództwo nad północnym frontem, z głównym celem odrzucenia Niemców na linię Noteci i zajęcia strategicznych pozycji.

Września

Na cmentarzu parafialnym przy Gnieźnieńskiej, jego środkowej części spoczywają we wspólnym grobie polegli powstańcy. Po przybyciu na miejscu (pół godziny przed 17) można było usłyszeć melodię, ujrzeć harcerzy, wspierających organizację uroczystości czy też bractwo kurkowe, uczestnicące w każdym patriotycznym wydarzeniu. kwadrans później, wzdłuż ulicy Jana Pawła II można było spotkać biało-niebieskich kibiców Lecha Poznań, którzy punktualnie o 16.45 odpalili racy - trzeba przyzna ze wyglądało to dość widowiskowo..

W domu byłem tuż po 17.20

113/2013 | Świątecznie po lesie

Środa, 25 grudnia 2013 · Komentarze(3)
Kategoria > 0

Grudniowa pogoda sprawiła, że tegoroczne święta Bożego Narodzenia można spędzić także na rowerze. Ile można siedzieć przy rodzinnym stole, jeść i pić?

Dlatego też po obiedzie postanowiłem skoczyć na rower, zeby spalić świąteczne kalorie. Ubrałem się jak na zimową porę przystalo ale jak spojrzałem na temp, to się mocno zdziwiłem - 9°C!! No chyba śnie, trzeba było jedną warstwę spakować do plecaka. Zrobiłem tez termos z herbata, wkrótce zdecydowałem się na bidon z izotonikiem.

Przez takie kombinowanie straciłem czas ale jak ruszyłem to na pełnych obrotach. Uziel odezwał się ale nie był chętny na leśne dukty - trudno, włączyłem sobie playliste yearmix 2013 by Armin Van Buuren.

Zalew wrzesińskiOpuszczona osada w Marzelewie

Zanim dojechałem do marzelewskiego lasu, pozwiedzałem świąteczna Wrześnie, zaliczając koniecznie zalew. Ludzi było sporo, zwłaszcza biegaczy rowerzystów to mało niestety. Do Marzelewa dojechałem niepewnie, gdyż piasek był dość mocno wilgotny. Marzelewo dalej stoi puste, budynki z roku na rok stają się uboższe o kilka cegiełek.. Następnie udałem się w kierunku nadleśnictwa, niby było sucho ale to wkrótce rozpoczął się armagedon.

Zaczyna się!Tja blotniki...W poloawie drogiSamojebka leśna

Pierwszy raz na myjni...rowerem

Tak błotnistego terenu dawno nie przeżyłem. Wszędzie rzuciło, zapychało napęd... Troszkę przestraszyłem się dalszej trasy ale jakoś za dużego wyboru to nie miałem. Gdy dotarłem do szosy Nekla Czerniejewo, zabrałem się za częściowe czyszczenie roweru, zaś w Nekli zafundowałem mały prysznic (z ręką na sercu).

Do domu dojechałem przed 17. Nie wiem co bardziej szkodzi: mocno upierdolony rower czy sporadyczna myjka pod ciśnieniem (tyle ze robiłem z dużym odstępem.

W każdym razie banan na twarzy był, endorfiny uzupełnione. WESOŁYCH ŚWIĄT!